Powrót do domu s11

Gromisław zatrzymał Plymoutha na podjeździe sporego, dobrze utrzymanego domu z dużym garażem. Budynek był wykonany z drewna, parterowy, ale z poddaszem zaadoptowanym na piętro. Pokryty świeżą papą dach czernił się na słońcu, zaś niepomalowane dechy ścian sprawiały wrażenie wewnętrznego ciepła. Ciężkie okiennice były otwarte, a na prowizorycznych huśtawkach i wąskim trawniku, bawiła się gromadka dzieci. Jak tylko krążownik podjechał, zerwały się z krzykiem i pognały w jego stronę. Jedynie najstarsze z nich, na oko ośmioletnia dziewczynka pobiegła w stronę otwartych drzwi garażu.

– Tato, tato! – zawołała zaglądając do środka. Wewnątrz był urządzony skromny warsztat samochodowy. Stały w nim trzy auta. Najbliżej wejścia, z podniesiona maską znajdowało się białe Caramo, spod którego wystawała para nóg w bojówkach i trepach. Jak tylko dziewczynka zawołała ich właściciel wysunął się cały spod pojazdu i odnalazł ja wzrokiem.

– Wujek Grom wrócił – powiedziała i zamiótłszy złotymi włosami ruszyła biegiem z powrotem. Może trzydziestoletni mężczyzna uśmiechnął się słysząc to i wstał sprężyście na równe nogi. Był wysoki na sześć stóp i musiał ważyć dobre dwieście dwadzieścia funtów. Bawełniany podkoszulek na ramiączkach był poznaczony smarem i innymi płynami ustrojowymi pojazdów. Potężne mięśnie grały miarowo pod mocno opaloną skórą, kiedy wycierał ręce z oleju wychodząc na zewnątrz.

Trafił akurat na moment, w którym długowłosy sadzał sobie „na barana” czteroletniego Chucka, tylko po to, aby trzyletnią Ororo wziąć na lewe ramię. I tak trójka innych dzieci wczepiała się w jego nogi, lub biegała wokół nich kiedy szedł w stronę garażu.

– Witaj w domu Grom – mechanik uśmiechnął się wyciągając do niego prawicę. Zwiadowca uścisnął ją mocno, uśmiech również odwzajemniając.

– Dzięki Wilku, swoją drogą – sięgnął za pazuchę i wyjął foliową paczkę – mam coś dla ciebie.

Wilk przyjął zawiniątko i przeciągnąwszy dłonią po króciutko przyciętych, ciemnych włosach otworzył je. W środku był czarny, bawełniany podkoszulek z wizerunkiem złotego trójzębu.

– Skąd to masz? – spytał zdziwiony, podnosząc wzrok na Gromisława.

– Znalazłem porzucona ciężarówkę, która przewoziła całą pakę wojskowych koszulek – odpowiedział młodszy mężczyzna wskazując na swój własny podkoszulek z podrasowanym logo sił specjalnych. – Ogólnie rzecz ujmując był to udany zwiad.

– Hmm… – mechanik ruszył w stronę GTX, po drodze pogłaskawszy po włosach pięcioletniego Nipa. Zatrzymał się obok powgniatanego tylnego błotnika.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań