Powrót do domu s8

Miasto było niewielkie, widziała zarysy otaczającego go muru. Przed zagładą mogło tu żyć spokojnie ze sto osób, ale przy współczesnym poziomie wygód i tysiąc osób z pocałowaniem ręki nazwałoby to miejscem domem.. Nad ulicami łopotały rozciągnięte pomiędzy budynkami olbrzymie płachty materiału, chroniące tym samym przed najgorszym słońcem. „Tak, da się tu żyć” pomyślała. Przylgnęła mocniej do Chmurnego, kiedy przenosił ją przez wejście.

Budynek musiał być jakąś kliniką lub małą przychodnią, co sugerowały sterylne, szerokie korytarze pomalowane na spokojne kolory. Mężczyzna podszedł do starej murzynki robiącej na drutach w bujanym fotelu ustawionym koło wejścia.

– Witam. Jest może doktor Kronosiński? – spytał. Kobieta obserwowała ich od kiedy weszli i uśmiechnęła się szeroko.

– Witaj dziecino. Jest w drugim pokoju, ale ma obecnie pacjenta.

– Coś, co ma być za zamkniętymi drzwiami?

– Nie, tylko problemy z ręką, możecie wejść, jeśli chcecie.

– Dziękuję pani – Gromisław skinął jej głową i ruszył krótkim korytarzem. Murzynka odprowadziła ich wzrokiem nie przerywając swojego dziergania.

Pokój numer dwa znajdował się za zakrętem korytarza. Różnił się od innych tym, że nadal miał oryginalne drzwi, choć mocno już ziszczone to jeszcze funkcjonalne. Natalie przekręciła klamkę, Gromisław zaś pchnął je nogą i weszli do przestronnego pomieszczenia z czterema łóżkami i taką samą ilością różnorakich parawanów. Z kolejnego pomieszczenia za drzwiami w głębi dało się słyszeć odgłos stolarskiej pracy.

Pod oknem, na jednym nieosłoniętym parawanem łóżku, siedziały dwie osoby. Potężnie zbudowany, wysoki brunet o spokojnej twarzy mający na ramionach szary, lekarski kitel uważnie wodził palcami po przedramieniu niskiego, szczupłego chłopaka o komicznie odstających uszach. Pacjent mógł mieć góra szesnaście lat, a zgrubienie na ręce sugerowało krzywo zrośniętą kość przedramienia.

– Taa… – powiedział po chwili brunet zostawiając rękę chłopaka – trzeba to będzie złamać i nastawić ponownie.

Dzieciak zbladł, ale mężczyzna nie zwrócił na to uwagi. Wziął notatnik i szybko coś napisał ołówkiem.

– Doktorze… – zaczął chłopak – czy to konieczne?

– Inaczej tego nie zrobię chłopcze, to jedyny sposób na to abyś odzyskał pełną sprawność. Jak chcesz kiedyś dołączyć do DeeSów, to będziesz potrzebował obu rąk, tak sprawnych jak tylko się da – mężczyzna westchnął ciężko, spoglądając na pacjenta – przykro mi mały.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań