Powrót do domu s7

– Święty Mikołaj Cudotwórca – Gromisław popatrzył na niego z góry co nie było łatwe jako, że była wyższa od niego o dobre dwa cale – Wy tu nowi, co? Ze stolicy?

– Tak jest panie chorąży – oboje stanęli na baczność – możecie wjeżdżać.

– Spocznij – odparł Chmurny i wrócił na siedzenie.

– Coś nie tak? – spytała Natalie kiedy uruchamiał silnik.

– Zapomniałem, że grodzcy, zwłaszcza ci z Gniezna, robią się nerwowi, kiedy czołgi nie są zainstalowane wokół murów, a tu dopiero je dostaliśmy – odparł ruszając wolno i wskazując na stare pojazdy pancerne dla których szykowano dopiero okopy – lubią wtedy sprawdzać nawet samotnych jeźdźców.

Samochód minął gruby na trzy stopy mur i wjechał na jezdnię. Budynki, czy to z betonu, cegieł, drewna czy ich mieszanki, stojące po obu jej stronach były jak jak wszędzie ruinami, ale wyraźnie zaadoptowanymi do nowego zamieszkania. Otwory po kulach i odłamkach załatano, te po czymś cięższym zabito deskami lub zamurowano. Gdzieniegdzie, od strony ulicy pyszniło się nawet świeże malowanie.

Stark rozglądała się na wszystkie strony, wręcz oniemiała z wrażenia. W czasie swojej wędrówki nieraz widziała różne miejsca, różne nory, w których współcześnie żyli, używając luźno tego słowa, współcześni ludzie. Wszędzie była to jednak tylko wegetacja, dbanie o to, aby to, co mają, nie rozpadło się bardziej.

Po raz pierwszy widziała, aby ktoś odbudowywał otaczający go świat, wykorzystywał zaistniałą sytuację i tworzył dzięki temu coś nowego. ‘Z drugiej strony’ – pomyślała – ‘czy my nie chcemy działać podobnie?’.

GTX toczył się powoli pokrytą cieniem ulicą, mijając zajmujących się różnymi rzeczami ludzi, stragany handlowe, patrole wojskowe, grupki bawiących się dzieci, czy ekipy umorusanych brudem rzemieślników i budowniczych. Życie kwitło w krainie śmierci.

Chwilę potem, ciemnowłosy zatrzymał samochód przed niskim, murowanym budynkiem pokrytym popękanym, zblakłym tynkiem. W otwartych oknach widać było jakichś ludzi, a na sporym parkingu stało kilka różnych pojazdów, od motocykla po wojskową półciężarówkę. Gromisław zgasił silnik i wyjął kluczyki.

– Jesteśmy na miejscu – powiedział rozkładając fotel i wyciągając do niej ręce – chodź.

Kobieta przesunęła się w jego stronę i pozwoliła wziąć na ręce. Okrył jeszcze swoje nagie nogi kurtką i ruszyli w stronę ciężkiej kotary zastępującej wybite dawno temu drzwi. Było mu znacznie łatwiej ją gdy przytrzymywała się jego szyi, a Natalie będąc w jego ramionach mogła się raz jeszcze rozejrzeć.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań