Powrót do domu s6

– Głowa do góry dziewczyno – Chmurny znów odwrócił się ku niej, z szerokim, szczerym uśmiechem – jak trafimy do nas, to będziesz mogła ponownie skupić się na życiu, a nie tylko przeżyciu. Gwarantuję.
– A jak daleko jeszcze do tego twojego raju na przeklętej ziemi? – spytała z lekkim przekąsem.
– Jakieś… pół minuty – odpowiedział wskazując dłonią przed siebie. Uniosła się trochę i spojrzała nad siedzeniem pasażera.
Niecałą milę przed nimi wznosiła się wysoka ściana, w środku której majaczył prostokątny, spory otwór. Ciągnęła się w obie strony od drogi na kilkadziesiąt jardów. Skojarzyła się jej z murem obronnym, jakie otaczały warowne budowle w dawnych wiekach.
Przy wejściu krzątali się jacyś ludzie, stało też zaparkowanych kilka ciężkich pojazdów wojskowych. Dostrzegła czołgi i transportery opancerzone. Im byli bliżej tym więcej detali dostrzegała.
Mur miał może z piętnaście stóp wysokości i był sklecony z połączonych ze sobą wraków, złomu, stalowych dźwigarów i gruzu połączonych zaprawą. Na szczycie dostrzegła ruch i zrozumiała, że musi chodzić po nim co najmniej parę osób. Byli widoczni tylko od pasa, co dowodziło, że po wewnętrznej stronie musi znajdować się jakiś pomost dla strzelców.
Otwór był tak naprawdę bramą. Ciężkie pojedyncze skrzydło z metalu było otwarte i dostrzegła przez nie pogrążoną w cieniu starą ulicę. Nad znajdującym się nad bramą wysunięciu i podwyższeniu, swoistej wieży łopotała dumnie duża, biało-czerwona flaga.
Plymouth zwolnił znacznie, po czym zatrzymał się kilka jardów przed linią, jaką tworzyli pracujący ludzie. Gromisław zgasił silnik, wysiadł z samochodu, opierając się o drzwi. Dwie osoby, mężczyzna i kobieta, podeszli do samochodu. Oboje mieli na sobie zielone kamizelki i byli uzbrojeni w karabiny oraz broń krótką.
– Kim jesteś i z czym przybywasz? – spytała kobieta.
– Chorąży Gromisław Chmurny z Pierwszej Kompani Zwiadowczej – kierowca przedstawił się płynnie – wracam ze zwiadu, w dodatku mam ranną.
– Data bitwy pod Kircholmem? – spytała po polsku.
– 27 września 1605 roku – zwiadowca przewrócił oczami i odpowiedział znudzony.
– Kto dowodził? – dorzucił mężczyzna.
– Naszymi hetman Chodkiewicz, Szwedami Carolus IX.
– A artylerią, dzięki której wygrali Szwedzi? – znów spytała kobieta

 

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań