I: Sprawiedliwość pogranicza s10

– Proszę bardzo. Nie próbujcie jednak żadnych głupich numerów. Przy tych spluwach Desert Eagle to zabawka na wodę. Walą skutecznie na ponad sto sześćdziesiąt jardów i są dość celna, abym ze stu trafił w coś tak małego jak wasze jaja…

Powoli odłożył pistolety na dachu i pchnął trochę poza zasięg swoich rąk.

– Wasza kolej.

Mężczyźni popatrzyli po sobie. Długowłosy wyczuwał, że korci ich aby otworzyć od razu ogień, ale obawiali się, że ich pistoletowe naboje nie poradzą sobie z wielką bryłą amerykańskiej stali. W końcu poszli po rozum do głowy i pomału odłożyli broń palną na asfalt. Zdawałoby się, że jeszcze wolniej ruszyli w stronę GTX. Grubas wydobył z pochwy przy pasie olbrzymią maczetę, jego kompan zaś szybko zdjął łańcuch, który służył mu za pasek do spodni. Dopiero mając je w dłoniach, przyśpieszyli do czegoś co można było uznać, za ostrożny marsz.

– Więc bawimy się ze sprzętem, tak? – Polak uśmiechnął się wrednie i sięgnął po coś na tylne siedzenie. Długie na prawie trzy stopy i szerokie na blisko cztery cale ostrze Miecza Atlantów z filmu Conan Barbarzyńca, zalśniło krwawo w zachodzącym słońcu.

Na ten widok motocykliści zatrzymali się na chwilę, niepewni. Ich przeciwnik w tym czasie, przeszedł po masce samochodu leniwie obracając miecz w ręku, aby rozruszać nadgarstek. Nie było żadnej komendy do ataku, pokłonów, przyjmowania postawy ani nic takiego. Niedźwiedziowaty skoczył, uderzeniem okręcając końcówkę łańcucha wokół filmowego ostrza. Szarpnął z całej siły i zdziwił się nielicho, kiedy nic to nie dało.

Złapany odpowiedział tym samym. Łańcuch wyfrunął z dłoni gangera o mało go nie przewracając. Jego kompan postanowił skorzystać z okazji i zamachnął się maczetą. Polak odskoczył unikając ostrza i złapał za trzymający maczetę nadgarstek. Wykręcił ją tak, że motocyklista musiał wysunąć rękę na całą długość. Wtedy uderzył.

Odrąbana w łokciu kończyna została mu w ręku, a jej były właściciel wyjąc zwalił się na asfalt w wodospadzie własnej krwi. Zobaczywszy to drugi ganger spanikował i skoczył w stronę pozostawionych za sobą automatów. Ciemnowłosy podrzucił filmowe ostrze, złapał je za podkryże i rzucił. Miecz poleciał jak oszczep i wbił w plecy biegnącego. Trafił niżej, niż rzucający celował, ale i tak wystarczyło. Niedźwiedziowaty wyjąc upadł na jezdnię.

Szermierz uśmiechnął się mimowolnie, uświadamiając sobie jak świetną broń stworzono kiedyś na potrzeby niedocenianego przecież filmu.

Podszedł do ciała i wyszarpnął z niego broń, następnie zaś skrócił męki umierającego. Wytarł pobieżnie ostrze o jego ubranie i podszedł do kobiety. Leżała na plecach z zamkniętymi oczami. Dostrzegł jednak, że jej piersi poruszały się w płytkim oddechu.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań