I: Sprawiedliwość pogranicza s9

Gangerzy podjechali bliżej i niemal jeszcze w pędzie zeskoczyli z motorów. Odwracając się w stronę czerwono-czarnego krążownika, wycelowali w leżącego z broni. Kierowca od razu zrozumiał o co chodzi. Nacisnął na hamulec i z piskiem opon ustawił Plymoutha w poprzek drogi. Zgasił silnik odruchowo, tym samym ruchem ręki wyszarpując drugiego Automaga. Otworzył drzwi i kryjąc się za komorą silnika wymierzył w obu motocyklistów. Dzieliło ich jakieś trzydzieści jardów.

– Podejrzewałem, że się zatrzymasz – rzucił postawny facet z potężnym mięśniem piwnym. Trzymany przez niego MP-40 mierzył w głowę leżącego. Jego kompan, przypominający niedźwiedzia dzięki posturze, wzroście i kurcie z futra właśnie tego zwierzęcia, trzymał w dłoniach dwa Ingramy. Jednym celował w Polaka, drugim w leżącego.

– Odłóż teraz te przerośnięte Colty, albo twoja dziewczyna będzie miała wiele pępków więcej – odezwał się szybko, ale Polak wyczuł w jego głosie zdenerwowanie.

– Nie jest moją dziewczyną, do tej pory nawet nie wiedziałem, że to baba – powiedział odciągając kurki w obu pistoletach. – Ale jeśli coś jej zrobisz, to najpierw na asfalt upadnie twój mózg, a dopiero potem reszta ścierwa.

Motocykliści spojrzeli po sobie niepewnie.

– Słuchaj… – odezwał się pierwszy oblizując wargi. – Do ciebie nic nie mamy, trochę się postrzelaliśmy, nic wielkiego, możesz sobie odjechać. Ale ta dziwka musi zginąć. Zabiła czterech z nas.

– To już ją lubię – odparł Polak. – Poza tym ja zabiłem dwunastu z was.

– Pieprzysz, nie było nas nawet tylu – odparł od razu niedźwiedzio-podobny. Ciemnowłosy uśmiechnął się tylko wrednie.

– Pamiętacie rozróbę w Sioux Falls cztery miesiące temu?

– To byłeś ty?! – warknął grubas.

– Ja.

Ganger skrzywił się paskudnie i zaczął obracać ku niemu broń, ale jego kompan powstrzymał go warknięciem.

– Na waszym miejscu byłbym teraz strasznie wkurwiony, zwłaszcza że nie możecie mi nic zrobić. Mamy sytuację patową.

– Przestań pierdolić i przejdź do rzeczy!.

– Wy chcecie mi skopać dupę, a ja kobietę. Odłóżmy spluwy i załatwmy to po staremu. Ja na was dwóch.

– Ty pierwszy! – krzyknęli niemal jednocześnie. Polak wzruszył ramionami.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań