I: Sprawiedliwość pogranicza s7

Od razu dostrzegł grupę pędzących nią motocykli. Opadł z miejsca na ziemię i osłaniając oczy dłonią zaczął przyglądać się scenie, stopniowo dostrzegał coraz więcej detali. Jeźdźców było dziewięciu, jechali zarówno na chopperach jak i cruiserach. Ósemka ścigała pojedynczą osobą jadącą na złoto-czarnym cruiserze. Oprócz kolorów jej stroju, Polak zdołał jeszcze dostrzec tylko, długie czarne włosy wystające spod hełmu, rozwiewane pędem powietrza.

To ją usłyszał.

Zaczął się przyglądać akurat na czas, aby zobaczyć jak uciekinier odwraca się do tyłu i wypala z jakiegoś dużego kalibru. Mimo, że prowadził ciężki motocykl tylko jedną ręką, nie zachwiał się nawet przy wystrzale. Obserwujący kiwnął głową z uznaniem.

Ścigający nie pozostali dłużni. Pistolety w ich rękach pruły powietrze ołowiem, ale uciekinier wprawnie robił uniki kiedy tylko trzymał kierownice obiema rekami. Nie mogło to jednak trwać wiecznie i mężczyzna na wzgórzu był tego w pełni świadom. Przyglądał się jeszcze chwilę, aż podjechali na tyle blisko, że zdołał dostrzec na szybie jednego ze ścigających prostacko namalowanego niebieskiego węża.

– Unijne Żmije – mruknął. Odbił się od ziemi i podbiegł do samochodu. Miał już do czynienia z tym gangiem, choć był nowy. Na północy Kanadyjczycy radzili sobie coraz lepiej i żerujący na nich od dekad Jankesi, musieli teraz poszukać nowych terenów.

Polak jednym susem wskoczył na dach samochodu, po czym zlustrował okolicę szukając zjazdu ze skarpy. Dostrzegł dogodny mniej niż pół mili stąd. Złapawszy za krawędź dachu wskoczył od razu na siedzenie kierowcy i przekręcił kluczyk nim jeszcze zamknął drzwi. Ciężki silnik ryknął niczym rozsierdzony smok, zrywając „mięśniaka” do jazdy. Ciemnowłosy uchwycił mocniej kierownicę, kiedy mknący ze znaczną prędkością Plymouth skręcił na zjazd, a nagły spadek wysokości sprawił, że go na sekundę odciążyło. Moment później wpadł pomiędzy motocykle Żmii, jak pies pomiędzy koty.

Polak pozwolił, aby zarzuciło mu tyłem samochodu przy wychodzeniu z zakrętu. Trafiony błotnikiem ganger przekoziołkował nad bagażnikiem, upadając z drugiej strony na popękany asfalt.

Kierowca nie przejmował się tym, że samochód mógł ulec uszkodzeniu z powodu tego zderzenia. Należał wcześniej do bostońskiego kuriera, który nieszczęśliwie skrócił drogę przez terytorium Szalonych Gringo. Daleko mu więc było do standardowego GTX z 1970-tego. Nie licząc pancernych szyb i silnika, który jest więcej niż niewybredny co do paliwa, poprzedni właściciel wprowadził jeszcze jedną modyfikację, która bardzo się obecnemu podobała.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań