Krew na piórach s10

Kobieta zamilkła na chwilę rozważając to wszystko. Plątanina wspomnień zaczęła przetaczać się po jej umyśle. Kazania, nauczania, wszystkie chwile, w których odmawiała sobie przyjemności aby nie mieć grzechu, godziny pokutnych modłów, piękno Bożych Narodzeń.

Z tych ostatnich wypłynęły jednak wspomnienia rodziny. Męża i synka.

– Zgoda! Jeśli taka jest cena, aby Pikarski dostał za swoje, to sprzedam duszę nawet diabłu. Co muszę zrobić?

– Nic – Sędziwój uśmiechnął się. – Już nie żyjesz, jesteś tylko wolą, nie musisz jej artykułować. Bogowie wiedzą, czy łżesz czy mówisz prawdę. Widzą cię… na wskroś.

Olbrzym popatrzył ponownie na ducha zmarłej i wstając skinął jej głową.

– O co chodzi? – spytała. Martwy kapłan wykonał zapraszający gest.

– Idź z nim, bądź świadkiem dokonania się twojej zemsty. Wtedy… smakuje najlepiej.

Kobieta uśmiechnęła się upiornie, widząc już ją oczami wyobraźni. Jej uśmiech stał się kwaśny, gdy usłyszała kolejne słowa Czciborowica.

– Poza tym, ktoś musi wskazać naszemu przyjacielowi drogę.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio