Krew na piórach s8

Obeszła całe obozowisko, zatrzymując się dopiero przed swoim ciałem i wznoszącym nad nim posągiem. Poczuła na twarzy bijące od niego ciepło, podobne do świtu w letni dzień. Jej gniew stopniał w tym tchnieniu do poziomu w którym mogła zakończyć swoją opowieść.

– Pachoły Pikarskiego pochwycili mnie, aby sprzedać Ordzie, po czym wzięli się za pustoszenie dworu. Gdy wojewodzic wyjechał, dorwali się do piwniczki i schlali mocnymi winami. Wtedy zdołałam się wymknąć i ruszyć w las. Do sąsiadów nie miałam co iść, bo z częścią byliśmy skłóceni, inni wisieli u rękawa wojewody Pikarskiego.

– I wolałaś iść na zatracenie w las?

– Właśnie tak! – warknęła odwracając się, ale szybko straciła rezon. – Poza tym, po tym co widziałam… nie… nie do końca wiedziałam co robię. Po prostu biegałam przed siebie, byle dalej od tego co zrobili mi z domu… z rodziny…

Usiadła z powrotem, posąg starego boga mając za plecami. Podciągnęła kolana pod brodę i oplotła je ramionami, pogrążając się w sobie. Sędziwój obserwował ją przez chwilę.

– Nie sądzę – zawyrokował w końcu.

– Co?

– To nie przypadek pchnął cię w tym kierunku, w miejsce w którym możesz dostać to czego chcesz.

– O czym ty mówisz?

– Wydaje mi się, że jakoś wiedziałaś, że znajduje się tu świątynia. Być może kiedyś, ktoś ci o tym opowiedział, być może twoi przodkowie z Wyraju lub Niwii pokierowali twoimi krokami, albo nawet sam Perun pokazał ci ścieżkę do miejsca, w którym możesz sprowadzić zemstę na wojewodzica.

– Zemstę? – poderwała się momentalnie. – Jak?

Duch popatrzył na ogromnego mężczyznę po drugiej stronie ogniska. Lena odniosła wrażenie, że głowica broni u jego pasa lśni teraz jakoś bardziej. Jej widmowa twarz odsłoniła zęby w upiornym uśmiechu.

– Tak, tak! Niech dopadnie tego kurwiego syna. Niech go rozedrze na strzępy. Na Szmaty! Za mojego Hieromka i za Bogusława!

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio