Krew na piórach s7

– Morderca… gęsi? – Czciborowic uniósł brew, głowa w hełmie również się lekko przekżywiła.

– Tak go nazywaliśmy, bo zawsze do tej pory zabijał gęsiarki i ciała przyozdabiał piórami ich ptaszysk.

– Nazywaliście? Znaczy, wiedzieliście kto zabija te dziewczęta?

– Oczywiście, robił to otwarcie, śmiejąc przy tym radośnie, jakby co najmniej janczara jakiegoś pokonał – Wilczyńska pokręciła z odrazą głową.

– To czemu nikt z nim nic nie zrobił?

– Bo zawsze potem kontrybucje płacił panom zamordowanej, a i jej rodzinie jałówki albo klacze prezentował. Majątku mu nigdy nie brakowało na płacenie za swoje zabawy.

Sędziwój spojrzał na towarzysza, ten zaś ledwo dostrzegalnie skiną głową i odsunął połę płaszcza. W świetle płomieni zalśniła masywna głowica starodawnego miecza. Kapłan znów popatrzył na kobietę.

– Po nazwisku wnioskuję, że ty nie jesteś z chłopstwa, co więc miał do was?

– Nie wiem… Może szaleju się najadł, a może do reszty zdurniał. Nie interesuje mnie to, ani nie interesowało kiedy do nas przyjechał. Kontrybucje chciał zapłacić, jak za chłopa jakiegoś, kurwi syn! Wywrzeszczałam mu to w twarz. Mój mąż, Bogusław był tego samego zdania. Rzucił się na wojewodzica z czeladzią, ale te chamskie syny uciekły gdy tylko padł strzał z samopału i polała pierwsza krew. Bogusław został wtedy sam…

Zamilkła na chwilę rozpamiętując dokładnie moment śmierci męża. Mężczyźni nie popędzali. Tym co obecnie wszyscy mieli w nadmiarze, był czas.

– Pachoły Pikarskiego pochwyciły mojego męża żywcem. Kurwi syn nawet się nie poruszył przez całe zajście, teraz jednak zsiadł z konia i zaczął podśmiechiwać – Lana zamilkła, sama zaskoczona tym jak dobrze wszystko pamięta. – Powiedział Bogusławowi, że jest mu w sumie wdzięczny, bo stary Pikarski chciał, aby sprawę polubownie załatwić, ale teraz, gdy został zaatakowany, może zrobić co chce. A potem poderżną mu gardło, tak jak swoim wcześniejszym ofiarom. Tak jak mojemu Hieromkowi…

Lena zerwała się z pasją i spróbowała kopnąć w ognisko. Jej stopa przeszła przez nie nie napotykając oporu, ale płomienie buchnęły jak przy podmuchu wiatru.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio