Krew na piórach s6

– To właśnie nasz przyjaciel cię przyniósł – powiedział Sędziwój podążając wzrokiem za jej spojrzeniem. – Nie wiem jak cię znalazł, ani dlaczego. Choć znam go już od ponad dwóch wieków, ciągle nie zdołałem odkryć powodów niektórych jego działań. Czasem gna go instynkt, innym razem wola naszego boga. Zwykle jednak powodują nim jego własne, nieznane myśli.

– Dwóch wieków? Znaczy, że to też jest trup?

Podskoczyła, gdy olbrzym podniósł wzrok bezpośrednio na nią.

– Nie, on jest żywy, choć inaczej niż zwykli śmiertelnicy – odpowiedział kapłan. – I tak, słyszy cię i widzi.

– Jak?

– Łaska naszego boga… i czasami jego przekleństwo.

Postać w hełmie opuściła wzrok, z powrotem zapatrując się w płomienie. Duch pogańskiego księdza usiadł naprzeciw posągu. Pokazał kobiecie aby również spoczęła. Lena poczuła się mocno nieswojo, będąc tuż koło płomieni i nie czując ich ciepła.

– Czemu szłaś po nocy i to zimą, przez las? – Sędziwój spytał po daniu jej chwili. – Czy ktoś cię napadł i uciekałaś przed nim, czy…

Wspomnienia powróciły do kobiety niepowstrzymaną falą. Krew, martwe oczy, śmierć… śmiech. Drwiący, szalony śmiech. Mężczyzna w hełmie musiał coś wyczuć, bo podniósł na nią wzrok, ale ona tego nie dostrzegła, na nowo przeżywając swój koszmar.

Jej serce jednak nie zaczęło szybciej bić, oddech nie stał się urywany, włosy nie stanęły dęba, a mięśnie nie napięły jak do walki. Nie miała już ich. Tylko wolę…

I pamięć.

Fala wspomnień przeszła po niej. Obmyła umysł, który strzaskała za życia, ale teraz nie natrafiła na nic co mogłaby zniszczyć. Obrazy śmierci najbliższych, ich ciał i tryumfu mordercy nie wywoływały w niej bólu. Jedynie gniew.

– Mój syn i mąż zostali zamordowani – odezwała się z pasją. – Jak zwierzęta, jak chłopstwo jakieś.

– Wiesz, przez kogo? – Spytał kapłan, krzywiąc się lekko.

Szlachcianka pokiwała głową.

– Tak, wiem doskonale. Sprawcą jest wojewodzic Pikarski, przeklęty morderca gęsi.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio