Krew na piórach s3

Aksamitna ciemność poruszyła się zmącona jakimś czarnym cieniem. Podobna człowiekowi istota wyszła spomiędzy konarów, rozglądając się i nasłuchując. Potworny hełm spod którego wystawała zmierzwiona broda, zdawał się w niczym jej nie przeszkadzać. Powoli, majestatycznie podeszła do ciała kobiety.

Było już zimne i sztywne. Serce przestało bić, płuca pracować. A jednak istota przekrzywiła głowę jakby coś oceniając. Bez jednego słowa schyliła się, złapała trupa za wyciągniętą rękę i ruszyła w głąb lasu.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio