Krew na piórach s2

Gdy napór fali ustał, opadła całkiem z sił. Zwinęła się w kłębek pragnąc choć odrobinę ogrzać i odpocząć. Wiedziała, że nie zdoła się już podnieść i przyjęła tę świadomość z ulgą.

Coś odezwało się jednak w jej wnętrzu. Jakaś drobna, nigdy nie pielęgnowana cząstka, uśpiona przez pokolenia wygodnego, bezpiecznego życia. Teraz przebudzona i karmiona tym cierpieniem, które dręczyło duszę. To coś pchało ją w las. To coś zmuszało ją aby wstawała za każdym razem gdy upadła. Aby szła dalej. Tym razem nie zdołało już jej podnieść.

Zmusiło więc, aby zaczęła się czołgać.

Stopniowo, ociężale zdołała się przesunąć. O metr. O dwa. Potem nie było łatwiej, ale nie ustawała. Póki starczało jej sił. Póki starczało woli. A tej miała wiele, przelewając swoje cierpienie w uparte dążenie naprzód. Im bardziej słabła jej świadomość, tym bardziej pierwotna część była przekonana, że w lesie znajduje się coś do czego musi dotrzeć.

Jednak w końcu i wola się skończyła.

Noc zapadła już w pełni. Rozlała atramentową ciemność po lesie. Tylko miejscami śnieg lekko lśnił odbitym blaskiem, niczym gwiazdy które odczepiły się od płaszcza nocy i rozsypały po ziemi.

Ostatnimi podrygami instynktu sięgała ku nim, łapała, ale nie miała siły się do niech podciągnąć. Ból zniknął dawno, nawet zimno już przeszło. Była tylko niemoc, brak sił by działać, by myśleć.

By żyć.

Kobieta znieruchomiała, wyciągnięta w ostatnim desperackim geście, aby pochwycić gwiazdkę z płaszcza nocy. Obłoczki pary z jej ust zmieniły w stróżki, te w drobiny. A potem ustały. Noc zbliżyła się do niej, otuliła, przyniosła ukojenie duszy i łaskę niepamięci.

Tylko ta pierwotna część wyła jeszcze, rozwścieczona porażką, rozsierdzona brakiem sprawiedliwości, brakiem pomsty. Ona jeszcze pamiętała i wyła gorzej niż całe stado wilków.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Powrót do działu Opowiadań

Wersja audio