Cień w ciemności s10

Magdalena zrozumiała, że jest w nowej pułapce, labiryncie zbudowanym z ciemności. Nawet gdyby udało jej się wyrwać, to nie zdoła uciec. Nie miała żadnej nadziei, była w pełni zdana na łaskę nieznajomego. Nowego zdobywcy…

Poczuła jak płacz zaczyna narastać gdzieś w jej wnętrzu. Spróbowała go stłumić, sama do końca nie wiedząc czemu, ale nie była w stanie. Jej ramiona zaczęły drżeć, a oczy zaszły łzami. Poczuła wilgoć w nosie, bała się jednak nim pociągnąć, aby nie zacząć łkać przy dłuższym wydechu.

Mężczyzna zatrzymał się niespodziewanie. Nie widziała go, ale przestał ją ciągnąć do przodu. Zamarła, wstrzymując oddech i kuląc się w sobie. Usłyszała cichutki szelest ściółki, domyślając się, że musi się przesuwać, ale gdzie i w jakim celu?

Uścisk z jej dłoni zniknął. Odczuła ulgę, ale nim zdążyła się uśmiechnąć nadszedł nowy rodzaj strachu, który jeszcze spotęgował się, gdy przestała też odczuwać smród.

– Z…zaczekaj – wyszeptała. – Nie zostawiaj mnie tu samej. Słyszysz? Nie zostawiaj!

Odpowiedziały jej odgłosy lasu, ciche i zwyczajne. Wyprostowała się, próbując wybadać coś dłońmi, ale trafiała nimi w pustkę, wszędzie wokół siebie. Zrobiła ostrożny krok przed siebie, potem kolejny. Przy trzecim potknęła się o coś i musiała zrobić szeroki wykrok aby utrzymać równowagę. Zraniona stopa odezwała się żywym bólem i z krótkim krzykiem Magdalena upadła. Uderzyła o coś boleśnie kolanem i brzuchem, obiema rękami chroniąc głowę.

– Gdzie jesteś? – spytała w ciemność. – Potrzebuję cię! Sama nie znajdę drogi do domu! Gdzie jesteś?

Wołała jeszcze przez chwilę, na czworakach próbując iść przed siebie. Wtem poczuła smród świeżych ekskrementów i zrozumiała, że gdzieś przed nią musiały znajdować się odchody. Ludzkie, czy zwierzęce, tego nie umiała określić, ale zamarła w bezruchu.

I nie chodziło tu o to, że bała się wybrudzić. Ba, Magdalena uznała, że byłaby skłonna przepłynąć przez gnojówkę, jeśli tylko na jej drugim końcu znajdowałaby się jej wioska. Jednak równie dobrze odchody mogły należeć do drapieżnika. Zwierza, człeka albo potwora, który mógł radzić sobie w ciemności o wiele lepiej od niej.

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań