Cień w ciemności s9

Zatrzymał się tuż przed nią i poczuła bijącą od niego falę smrodu. Trzymając miecz w jednej ręce, druga wyciągnął do niej. Strach zmienił się w rozpacz. Uświadomiła sobie, że wojownik nie był jej obrońcą ani wybawcą. Był innym drapieżnikiem walczącym z konkurentem o ofiarę. Różnica była tylko taka, że gdzie z wampirem wiedziała czego się spodziewać, tak ta mroczna istota była jej kompletnie nieznana. A to przerażało jeszcze bardziej.

Nie miała jednak jak uciekać. Za nią był ołtarz i zwieńczenie nawy, a od okien i otwartych wrót oddzielało ją ogromne ciało zwycięzcy. Musiała zyskać na czasie.

Pokonując odrazę podała mu dłoń i olbrzym postawił ją na nogi. Lekko zaskoczyła ją delikatność z jaką to zrobił, ale odgoniła tę myśl, gdy tylko ruszyli ku wyjściu. Poczuła gigantyczną ulgę, kiedy wyszła spod dziurawego dachu, a chłodny nocny wiatr pogładził jej rozpaloną skórę. Odetchnęła pełną piersią, rozkoszując się tym, że, przynajmniej chwilowo, jeszcze żyje.

Nieznajomy ciągle trzymając ją za rękę skierował się między drzewa. Pod baldachimem liści panowała zupełna ciemność. Woj zmienił się w jeden z licznych cieni, ciemną plamę na tle czerni, która się wokół nich zamknęła. Tylko dotyk szorstkiej dłoni dowodził, że nadal jest koło niej.

Mimo tego, a może właśnie przez to, jej strach narastał wraz z każdym mijanym drzewem. Nie miała pojęcia gdzie ją prowadzi, ani po co, ale nie mogło to być nic dobrego. Ze zwykłym mężczyzną nie odważyłaby się tak wchodzić po nocy w las. Choć ze zwykłym mężczyzną było by lepiej. Wiedziałaby czego chce.

Czy i tej dziwnej istocie chodziło o to samo? Czy w ogóle odczuwała potrzeby i przyziemne przyjemności? Czy może tylko kochała rozlew krwi i nie nasyciła jej ta struga jaką utoczyła z wampira. Magdalena nie wiedziała i to jeszcze pogarszało sytuację.

Jednocześnie docierało do niej, że nieznajomy najwyraźniej widzi w otaczającej ich ciemności. Jej bose stopy co chwile się potykały i tylko wsparciu tej twardej dłoni zawdzięczała, że jeszcze ani razu się nie wywróciła. Miecznik szedł jednak bez problemów, be szelestu. Bez zwalniania.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań