Cień w ciemności s8

Siwowłosy krzyknął z bólu i desperackim szarpnięciem odskoczył od wroga. Rozległ się dźwięk dartego materiału, a spory fragment sukna pozostał w dłoni miecznika. Z cichym warkotem spod hełmu, odrzucił go i zaczął się podnosić.

Wampir w tym czasie odzyskał równowagę. Krew ciekła mu po brodzie i piersi, niemal sikając z ust. Zdziwiony dotknął ich i dało się dostrzec, że w miejscu lewego kła zieje ogromna, brocząca szpara.

– Ty… ty… – zaczął skołowany, a potem bluzgnął stekiem słów w nieznanym Magdalenie języku. – To jeszcze nie koniec!

Wykrzyczawszy to, zebrał poły swojej szaty. Szermierz ruszył w jego kierunku wyprowadzając oburęczne uderzenie, ale kontur wampira zdążył się już rozmyć i stal natrafiła tylko na obłok mgły. Atakujący przebiegł przezeń, rozpraszając zupełnie. Wyhamował zaraz i stanął w pozycji do walki, ale atak nie nastąpił. Tylko po kilku uderzeniach serca pochodnie zgasły, podobnie jak srebrny blask na ostrzu miecza. Pomału, nieśmiało kolejne ptaki zaczynały swoje zbrodniczo przerwane koncerty.

– On…uciekł? – Magdalena patrzyła na pobojowisko szeroko otwartymi oczami. – On uciekł! Uciekł!

W miarę tego jak mówiła kąciki jej ust szły ku górze, aż w końcu zaczęła się śmiać, coraz głośniej, energiczniej. Histerycznie. Miotała przy tym nogami i rękami, jak małe dziecko, które nagle dostanie upragniony prezent.

Mężczyzna nie zwracał na nią uwagi. Rozejrzał się przez chwile po wnętrzu kościoła. Jego wzrok zatrzymywał się na kolejnych punktach kultu, aż w końcu dłuższa chwilę spoczął na tabernakulum i miejscu w którym powinien znajdować się krzyż. Powolne warczenie doleciało spod hełmu, po czym nieznajomy ruszył ku kobiecie.

Nowa fala strachu zdławiła jej wesołość. Nieznajomy był olbrzymem, dopiero teraz potrafiła ocenić jak wielkim. Przewyższał co najmniej o pół głowy najwyższego mężczyznę w jej wiosce, a jego nagie ramiona zdawały się grubsze od ich ud.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań