Cień w ciemności s6

Obrócił ją ku sobie z taką łatwością jak dorosły obchodzący się nie tyle z dzieckiem, co ze ślepym kocięciem. Złapała za dłoń na karku, desperacko próbując rozewrzeć lodowate palce, kopała w powietrzu nogami i modliła się z całych sił o ocalenie.

– Jezu, ratuj… – pisnęła nieświadomie, kiedy znów znalazła się twarzą w twarz z potworem. Szczerząc kły uśmiechnął się szyderczo.

– Nie wzywaj imienia tego trupa na daremno – zakpił. – W tym miejscu go już dawno nie ma. Tu, w tym lesie poza waszą marną wioszczyną rządzą siły starsze i straszniejsze, o których zapomnieliście. Ty zaraz sobie o nich przypomnisz.

Złapał ją drugą rękę za głowę i odchylił w bok, tak jednak aby nadal wszystko widziała. Jego kły wydłużyły się nienaturalnie i zbliżyły ku jej odsłoniętej szyi, Magdalena wrzasnęła znów, dziko, ogłuszająco, wkładając w ten zew wszystkie swoje siły, strach, wole życia.

Wrota świątyni trzasnęły wyłamane jednym uderzeniem. Fala drewnianych odłamków poleciała do środka, prawie pod sam ołtarz. Kobieta i jej oprawca odwrócili się zaskoczeni. Magdalena krzyknęła ponownie, a siwowłosy rzucił coś w obcym języku.

W portalu stał potwór równie straszny jak wampir, jeśli nie gorszy. Ogromnego wzrostu i postury, odziany w brudne, szare szmaty, z głową ukrytą pod starożytnym hełmem. Szeroki, obosieczny miecz w dłoni potwora opuszczony był wzdłuż ciała, jakby akcentując, że to nie jego użyto do wyważenia wrót.

Siwowłosy cisną kobietą w głąb kościoła, skupiając uwagę na przybyszu.

– Ta jest moja – rzucił, rozkładając szeroko ręce. – To miejsce jest moje. Znajdź sobie własne!

Spod hełmu dobiegło ciche warczenie i szermierz zerwał się do skoku. Ostrze zalśnił srebrną łuną, spychając zielony blask. Wampir syknął wściekle i wyskoczył w powietrze ponad świszcząca stalą. Opadł na plecy przeciwnika, chcąc przyszpilić go do ziemi jak jastrząb spadający na mysz.

Jednym ruchem ramienia przybysz strącił go z siebie. Siwowłosy wylądował miękko. Na jego arystokratycznej twarzy na moment pojawiło się zdziwienie. Potrząsnął zaraz głową i znów ruszył na przeciwnika. Ten wyszedł mu naprzeciw, wymachując ciężkim ostrzem jakby to była wierzbowa witka.

Był jednak zbyt wolny.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań