Cień w ciemności s5

To ją otrzeźwiło. Sprawiło, że miejsce desperackiego gniewu zastąpiła prawdziwa furia. Magdalena była piękną dziewczyną, najładniejszą w swojej wsi, a zdaniem niektórych w całym powiecie. Nie pierwszy raz musiała radzić sobie z natrętnymi adoratorami, a w tym regionie chłopy były rosłe i silne. Nie siłą więc sobie z nimi radziła.

Cofnęła nogę i z całej siły wbiła kolano w krocze siwowłosego, jednocześnie gryząc go w nos. Chciała uwolnić ręce, ale fala mdłości napłynęła jej do gardła, gdy w ustach poczuła odrażający smak skóry swego porywacza. W pierwszym odruchu chciała ją zwalczyć, ale momentalnie porzuciła ten zamiar. Gęste wymiociny chlusnęły w wyszczerzoną twarz mężczyzny, na jego nagą pierś i staromodny płaszcz.

Cisnął nią w tył, odskakując jak oparzony. Plując z odrazą, otarł usta z żółtawej breji. Popatrzył w dół na swój tors i jego oczy wręcz rozbłysły z pasji.

– Ty głupia dziwko! Ten płaszcz pamięta czasy Ludwika!

W pierwszej chwili Magdalena poczuła ogromną satysfakcję. Z zadowoleniem otarła usta wierzchem dłoni i wstała, głupio licząc, że jednak ma jakieś szanse w tej konfrontacji. Opamiętanie przyszło do niej momentalnie, a wraz z nim strach. Gdy potwór, którego rozdrażniła spojrzał na nią, strach zmienił się w przerażenie.

Okręciła się na pięcie, rozdzierając na niej ciało do pełnej rany, ale nie poczuła bólu. Ruszyła biegiem ku oknu, podczas gdy mężczyzna zaczął coś gulgotać w języku, którego nie znała. Nie myśląc już o niczym, zakasała poły spódnicy i jak sarna ruszyła ku zbawiennemu lasowi.

Nocny wilk dopadł jej w kilku susach.

Poczuła potworny uścisk na karku, szarpnięcie i nagle jej krwawiące stopy znalazły się nad podłogą. Wrzasnęła na całe gardło, kiedy druga ręka zacisnęła się na jej gorsecie i rozdarła go jak starą szmatę.

– Dość! – usłyszała tuż przy swoim uchu, ponownie w znanym języku. – Nie będę się męczył z takim bydlęciem. Miałem wobec ciebie wielkie plany, bo przypominasz… zresztą nieważne. Zaspokoję się na tobie, a potem powieszę to co z ciebie zostanie na krzyżu twej rodzimej wsi. Niech się boją, już zawsze boją!

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań