Cień w ciemności s4

Magdalena biegła na złamanie karku ku drzwiom świątyni. Widziała, że są one zamknięte, ale miała nadzieje, że uda jej się przebić przez spróchniałe drewno. Potwór za jej plecami zachichotał rozbawiony jakby odczytując jej myśli. Pstryknął sucho palcami i pochodnie przy kolumnach zapłonęły nagle zielonym płomieniem. W jego nienaturalnym świetle dostrzegła, że wrota nie są spróchniałe, ani wyłamane, a do tego zagradza je belka grubsza od jej uda.

Nie zdążyła już wyhamować i wpadła na przeszkodę całym impetem. Ta nawet nie drgnęła. Kobieta odbiła się od twardego drewna, czując tępy ból w żebrach. Serce uderzyło o nie z drugiej strony, ale zignorowała to. Błyskawicznie dostrzegła najbliższe okno i ruszyła ku niemu. Kątem oka zauważyła ruch. To siwowłosy biegł w tym samym kierunku co ona. Po raz pierwszy mogła go obejrzeć dokładnie.

Był wysoki i szczupły. Rysy miał arystokratyczne i przystojne, a skóry obciągającej kwadratową szczękę nie szpecił nawet pojedynczy włos. Podobnie naga była porcelanowa w kolorze pierś, widoczna w rozcięciu staromodnego płaszcza. Najbardziej uwagę zwracały jednak świecące w ciemności oczy drapieżnika.

Kobieta zrozumiała, że nie zdąży dobiec do okna przed swoim oprawcą. Po raz kolejny zahamowała na brudnej podłodze. Poczuła piekący ból w stopach, których skórę przetarła na żwirze, ale zignorowała go. Czując jak ściga ją fala szlochu ruszyła biegiem w drugą stronę. Tu również było puste okno, za którym widziała plątaninę cieni rzucanych przez drzewa. Tędy również mogła się wydostać. I choć logiczna część jej umysłu wiedziała, że jest to kompletnie bezcelowy wysiłek, to ta część była teraz bardzo mała i bardzo cicha.

Prawie dopadła już do okiennicy, gdy siwowłosy minął ją tak blisko, że poczuła jego dotyk na skórze. Nie był on tak nieprzyjemny jak zapamiętała z momentu swojego porwania, ale i tak wzdrygnęła się dogłębnie. A następnie znów krzyknęła, gdy potwór zatrzymał się tuż przed nią.

– O czym śniłaś? – spytał po raz kolejny, gdy wpadła na niego i odbiła się podobnie jak od drzwi. Pochwycił ją, nim zdołała się odsunąć. Zaczęła się wyrywać, drapiąc, kąsając i kopiąc tak zapamiętale jak tylko potrafi zwierze walczące o życie. Wampir zaśmiał się z jej wysiłków.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań