Cień w ciemności s3

Nienaturalnie cichy las poniósł jej krzyk daleko, znacznie dalej niż zdawało się możliwe. Nocne ptactwo, milczące pod przygniatającą aurą śmierci jaka zawitała na ich terytorium, poruszały się niespokojnie gdy docierał do nich ten dźwięk. Gryzonie zamierały z przestrachu i ruszały do ucieczki. Rogacizna unosiła dumne głowy, nasłuchując i wypatrując zagrożenia. Drapieżniki z kolei zdawały się zadowolone. Krzyk ofiary wpływał na ich instynkty, sprawiał że obnażały kły i nawet te najedzone ruszały na kolejne łowy. Tylko stadko dzików zignorowało ten zew, w pełni ufne w opiekę ważącego ponad dwieście kilogramów odyńca.

Krzyk dotarł jeszcze do jednych uszu, tym razem należących do stworzenia poruszającego się na dwóch nogach. Tajemnicza istota była tylko cieniem w ciemności. Pod koronami odwiecznych drzew nie dało się określić kim, ani nawet czym jest. Jedynie to, że cień ów był wielki… i drgnął dziwnie na dźwięk niesionego przez wiatr krzyku. Coś szczeknęło metalicznie, po czym istota skierowała się w kierunku, z którego nadszedł wrzask ludzkiej ofiary.

Kolejna strona

Poprzednia strona

Pierwsza strona

Powrót do działu Opowiadań